• Wpisów:28
  • Średnio co: 15 dni
  • Ostatni wpis:161 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 543 / 450 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Byłem ostatnio na poczcie. Stoję sobie ładnie w kolejce, w końcu podchodzę do jednego z okienek i zaczynam załatwiać swoje sprawy. Przy stanowisku obok stoi starsza Pani i rozmawia z obsługującą ją kobietą. Tak wyglądała ta rozmowa:
- Dzień dobry! Czy są może kartki świąteczne?
- Nie, nie ma. Wszystkie się skończyły.
- A, to dobrze, że już kupiłam.

Krótki komentarz: no po prostu skisłem. <3
 

 
Pierwsze świąteczne ozdoby pojawiły się już po Wszystkich Świętych. Kartony wypełnione zniczami zastąpiły czekoladowe Gwiazdory a w telewizji pojawiły się pierwsze reklamy w świątecznym klimacie. Już tydzień później w części poznańskich centrów handlowych zawisły lampki i zimowe ozdoby. Zdawać by się mogło, że wszystko wkoło stara się nas przygotować do nachodzących dużymi krokami Świąt.
Szał zakupowy zaczął się w tym roku wcześniej niż z reguły. Nie zostało nawet miesiąca do Bożego Narodzenia, a witryny sklepowe już wypchane były choinkami, prezentami i sztuczny śniegiem. Wewnątrz leciały kolędy (oczywiście, w każdym lokalu inna), a sprzedawcy zachęcali do skorzystania z zachwycającej promocji 2 w cenie 1, bo przecież prezenty lepiej kupować hurtowo.
Wszystko wskazywało na to, że czekają nas cudowne, białe święta. No tak, białe... Po chyb a 5 latach bezśnieżnych Świąt mamy... kolejne mokre Boże Narodzenie. Co prawda na początku grudnia lekko przymroziło i spadło troszkę śniegu, ale jeszcze tego samego dnia wszystko stopniało i jeszcze spadł deszcz.
W zeszłym tygodniu, po szkole stwierdziłem, że kupię wszystkie prezenty. Po paru godzinach wróciłem do domu. Idąc tak patrzyłem na świecące choinki, smutno stojące w błocie i ludzi, którzy biegają od Tesco do Biedronki, bo nagle okazało się, że nie ma połowy składników na wieczerze, a chińskie lampki choinkowe od roku nie działają. Wszedłem do mieszkania, wysprzątałem je, przystroiłem pokój i stwierdziłem, że... nie czuję tej magii, która towarzyszyła mi od lat.
To nie tak, że przestałem lubić Święta, bo czas spotkania z rodziną i obdarowania się prezentami jest dla mnie nadal wspaniały, ale nie mogę już odnaleźć TEGO CZEGOŚ. Może to dlatego, że już z tego wyrosłem, albo właśnie przez to, że za wcześnie zaczęto mnie "przygotowywać" do tego okresu, przez co Święta zatraciły ten specjalny charakter a stały się zbyt hmm... konsumpcyjne. Nie mam pojęcia, ale postanowiłem sobie, żeby w przyszłym roku nie dopuścić do takiej sytuacji i ,jeśli będzie trzeba, przestać zauważać wszelkie przedwczesne przekazy.
A na dzień dzisiejszy postaram się po prostu wykorzystać ten okres tam mocno, jak tylko potrafię.
  • awatar 星FairyBlue: Ja w tym roku też jakoś tak nie poczułam "magii świąt", siostra spędziła je z rodziną chłopaka, babcia z dziadkiem byli u brata mamy więc było bardzo skromnie, cicho i jakoś tak smutnawo...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatnio bardzo popularne stało się bycie youtuberem. Wiele dzieciaków robi z siebie w ten sposób palantów w Internecie myśląc, że dzięki temu będą fajniejsi, może sławni. Są jednak i tacy, których filmy nie bazują jedynie na bezsensownych challenge'ach czy nie śmiesznych prankach, które mają jedynie zwiększyć liczbę oglądalności.
Do takich osób należy min. Hop.

Najpierw zacznijmy od tego, kto to jest? Jest to mój dobry kumpel. Chodzę z nim do klasy od trochę więcej niż roku. Jest to osoba dość specyficzna. W skrócie, potrafi rozśmieszyć człowieka samą swoją obecnością. Ma on też dość ciekawe poczucie humoru. Z tego co wiem to filmy na youtube'a tworzy od bardzo dawna.
Teraz parę słów o jego twórczości. Widać, że filmów nie robi typowo pod lajki. Mówi o tym co go interesuje, zaciekawi, denerwuje lub przeszkadza. Bardzo lubię jego pomysły na serie.
Dla przykładu: CZY- seria o trzech różnych, nie mających ze sobą nic wspólnego, rzeczach.
Fajne jest to, że Hop w swoich filmach mówi bardzo swobodnie, widać, że kręcenie przychodzi mu z łatwością.
Moim zdaniem o wiele lepsze są jego filmy, który dotykają tematów raczej humorystycznych. Jest to w końcu osoba, która podchodzi do tego co się wokół niego dzieje z dystansem i przymrużeniem oka.
Hop potrafi bardzo fajnie wypowiadać swoje zdanie, nie obrażając przy tym nikogo (jak to w zwyczaju mają niektórzy youtuberzy). Nie boi się też dzielić się swoimi poglądami, często sprzecznymi ze zdaniem większości.
Niestety filmiki wstawia dość rzadko, ale w większości są one dopracowanie i widać, że Hop nad nimi pracował.
Muszę też wspomnieć o tym, że Hop i jego twórczość zainspirowały mnie by utworzyć tego bloga.
I żeby nie było, nie polecam go dlatego, że jest to mój kumpel, tylko naprawdę szanuję to co robi, a jego filmy oglądam z niekrytą przyjemnością.

Więc jak to mówi Hop:
Elo
Darh Morcin


Tutaj macie link do jego kanału.
https://www.youtube.com/user/Krzychsic/featured
 

 
Minął już ponad miesiąc od wakacji a ja jeszcze nie dałem mojego postu o wyjedźcie.
Zacznijmy od przeprosin za tak długą nieobecność. Cóż wejście w szkolny tryb dnia nie było takie łatwe. Teraz postaram się już pisać systematycznie (albo chociaż jak najczęściej).
Teraz kilka słów o moich wakacjach.
Wyjazdy do Bułgarii u nas czymś w rodzaju rodzinnej tradycji. Jeżdżę tam już od około 14 lat. Celem naszej podróży jest zawsze to samo miejsce - Burgas (miasto położone nad Morzem Czarnym). Ostatnimi czasy zatrzymujemy się również na noc w Sofii - stolicy Bułgarii.
Na wakacje zawsze jeździmy samochodem (Polska-Czechy-Słowacja-Węgry-Serbia-Bułgaria). Trwa to około 1,5 dnia. Bardzo wiele zależy od kolejki na granicach (szczególnie Serbsko - Bułgarskiej), która potrafi być potwornie długa.


Jako, że większość zabytków w okolicy naszego miejsca pobytu już zwiedziliśmy, a jazda do Turcji nie była (z powodów politycznych) najlepszym pomysłem, zadowoliliśmy się kilkoma wycieczkami i wieloma godzinami łażenia po Burgas.
Jednym z ważniejszych punktów naszej podróży była wizyta w Rilskim monastyrze, jednym z najpiękniejszych w Bułgarii.

Hmm, trudno opowiedzieć coś więcej o Bułgarii w jednym poście. Zastanawiałem się nad tym czy by nie zrobić serii "Top 10" z moich wszystkich wyjazdów (zabytki, miejsca, kultura, tradycje, jedzenie itp). Co wy na to?
Na dziś to tyle. Pościk krótki ale najważniejsze, że coś się w końcu pojawiło.
Pozdrawiam
Darth Morcin

*Zdjęcie nie moje - znalezione w Internecie
 

 
Ostatnio ciągle piszę o bohaterach komiksów, ale spokojnie niedługo to się zmieni. Nie chcę was zanudzać
Dzisiaj parę słów o pewnej bardzo fajnej aplikacji.
"Suicide Squad: Special Ops" to nowa gra wzorowana na filmie "Suicide Squad", którego recenzję możecie przeczytać tutaj: http://morcin55.pinger.pl/m/27264279

W grze wcielamy się w jednego z trzech bohaterów z filmu: Harley Quinn, El Diablo i Deadhsot. Nasze zadanie polega na odpieraniu ataków nieprzyjaciela.
Aplikacja należy raczej do takich, w które gra się w nieskończoność. Nie ma tutaj leveli tylko, wrogowie atakują z kolejnymi falami.
Nie potrzebuje ona połączenia z Internetem, co jest wielką wadą wielu nowych gier.
Pod względem graficznym "Suicide Squad: Special Ops" wymiata. Niejedna gra komputerowa nie poszczyciłaby się taką dokładnością.

Każdy z bohaterów gry posiada specjalne umiejętności i ataki. Tak więc Harley nawala kijem i używa pistoletu, Deadshot strzela z dwóch rodzajów broni a El Diablo pali żywcem. Po uzbieraniu odpowiedniej ilości punktów możemy wykorzystać też specjalne ataki.

Niestety aplikacja ma też kilka minusów. Gra strasznie żre baterie, więc nie jest to zabawa na kilka godzin. Rozgrywka może też dość szybko się znudzić, jako, że nie ma żadnych misji czy jakiegoś urozmaicenia.

Jestem jednak pewien, że aplikacja sprawdzi się podczas długiego nudnego czekania w poczekalni. Jest to idealna gra dla fanów "Suicide Squad" i nie tylko. Liczę na to, że zostanie ona w najbliższym czasie zaktualizowana i twórcy dodadzą resztę postaci z gry.

Teraz lecę sobie zagrać
Darth Morcin
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Niedawno do wybranych kin trafiła animowana ekranizacja jednego z bardziej
kontrowersyjnych komiksów o Batmanie - "Batman: Killing Joke". Miałem to szczęście widzieć go wczoraj na dużym ekranie. O dziwo kino nie było zapełnione (około 6-7 osób).

Film podzielony jest niejako na dwie części. Pierwsza skupia się na postaci Barbary Gordon (Batgirl) i jej współpracy z Batmanem, która zaczęła znaczyć dla niej troszkę więcej. Ten fragment ma na celu również obrazować nam ile Batgirl znaczy dla Batmana.

Druga część filmu porusza temat "relacji" Batmana z Jokerem. Mroczny Rycerz uświadamia sobie, że w końcu nadejdzie ta chwila kiedy będzie musiał zabić swojego odwiecznego wroga lub zginąć z jego ręki. Postanawia więc iść do więzienia, w którym przetrzymywany jest Joker i porozmawiać z nim na ten temat. Niestety okazuje się, że złoczyńca jest już od dawna na wolność. Tak rozpoczyna się kolejny pościg Batmana z Jokerem, szykuje Człowiekowi Nietoperzowi pewną niespodziankę.

Głos Jokerowi podkłada Mark Hamill (w odróżnieniu od ostatnich "Gwiezdnych Wojen" tutaj go słyszymy jednak nie widzimy) i muszę powiedzieć, że zrobił tu kawał dobrej roboty. Jest to chyba jeden z najlepszych głosów Jokera jakie słyszałem (ten śmiech - mistrzostwo!).

Kiedy pierwszy raz widziałem trailer filmu najbardziej nie podobała mi się kreska. Postaci wydawały mi się bardzo nienaturalne, a całe obrazy po prostu brzydkie. Na filmie jednak wszystkie moje obawy się rozwiały. Kreska jest doskonała (staranna, dokładna) i idealnie pasuje do mrocznego klimatu tego filmu (w paru miejscach jedynie nie podobało mi się to jak była narysowana Barbara).
Film jest bardzo mroczny co jest ogromnym plusem. Kolejną zaletą jest to, że ekranizacja przez cały czas trzyma w ogromnym napięciu i jest raczej nieprzewidywalna (jak większość filmów z Jokerem XD). Właściwy klimat podtrzymuje również znakomita muzyka.
W filmie urzekła mnie mowa Jokera o tym, że do tego by człowiek oszalał wystarczy jeden zły dzień. Niestety pojawiło się też kilka scen, które były, delikatnie mówiąc, niepotrzebne, ale nie psuje to ogólnego odbioru. Jedynie pod koniec filmu widz może zacząć zastanawiać się :"A właściwie co to wniosło do fabuły?". Mnie po prostu rozwaliła scena ze śpiewającym Jokerem.
Miłą niespodzianką było pojawienie się, w pewnym momencie, Dwóch Twarzy w tle.
"Batman: Killing Joke" to film przeznaczony raczej dla starszego widza. Jest pełen dość brutalnych i krwawych scen i nawiązań erotycznych (a jeśli o to chodzi to ta animacja bije na głowę wszystkie poprzednie filmy o Mrocznym Rycerzu).

Niestety po obejrzeniu ekranizacji czuć pewien niedosyt, jakby czegoś znaczącego w tym filmie brakowało.
Zakończenie jest bardzo zaskakujące. Żeby dobrze je zrozumieć trzeba się trochę zastanowić. Poza tym pozostawia nam pewne rzeczy niedopowiedziane.. ale już więcej nie spoileruję.
Nie czytałem komiksu, ale słyszałem, że film posiada kilka wątków, które nie znalazły się w powieści graficznej. Myślę jednak, że nie jest to ze szkodą dla animacji.


Naprawdę dobrze bawiłem się na tym filmie. Spodziewałem się jedynie innego zakończenia, jednak to po zastanowieniu się było bardzo ciekawe. Myślę, że chętnie obejrzę ten film ponownie. Wam również polecam.


Teraz pora na wielkie wyjście
Pozdrawiam
Darth Morcin
 

 
Kiedy tylko dowiedziałem się, że do Polski zawita dwóch aktorów z "Gry o Tron" postanowiłem, że muszę wziąć udział w spotkaniu z nimi. Tak więc w piątek ruszyłem w około pięciogodzinną podróż do Katowic żeby wziąć udział w Międzynarodowym Festiwalu Seriali - Serialis.

Byłem już na wielu konwentach (Pyrkon, Polcon, Japanicon, Starforce itp.) i ten był z ich wszystkich najgorszy.
Najpierw zacznijmy jednak od plusów.
Mistrzostwem moim zdaniem była część gastronomiczna. W bardzo dużej sali zaparkowane było kilka food-trucków, w których zakupić można było dobre jedzenie za nieduże pieniądze. Bardzo fajne rozwiązanie. Dla porównania na Pyrkonie pizza kosztuje ogromne pieniądze (a też dużego wyboru, jeśli chodzi o jedzenie, nie ma).
Dobrym pomysłem było też wyświetlanie przez większość odcinków "Friends" (w końcu to impreza serialowa).
Wystawcy mieli przeznaczoną ogromną salę, jednak niestety było ich bardzo mało. Na szczęście zdarzało się kilka naprawdę ciekawych stoisk (bardzo podobało mi się testowanie Oculus Rift).
Wejście na imprezę było darmowe.
To chyba na tyle jeśli chodzi o plusy. Teraz pora na wady, a jest ich naprawdę sporo.
Było bardzo mało przyjemności (np. prelekcji). Budynek był przeznaczony na imprezę z ogromną ilością ludzi, atrakcje - wręcz przeciwnie.
Wraz z wejściem na imprezę każdy otrzymywał torbę z upominkami (w sumie to również zaliczyć można do plusów), w której znajdował się również plan. Był on jednak przerażająco nieczytelny. Brakowało jakichkolwiek godzin, nazw prelekcji czy (szczegółowych) informacji co gdzie się znajduje.
Dość nijaką atmosferę powodowała mała ilość cosplay'erów (chociaż ci którzy przyjechali wykonali kawał dobrej roboty).
Podczas spotkania z aktorami brakowało tłumacza (cóż nie każdy umie angielski, a poza tym wyglądałoby to bardziej profesjonalnie). Sama rozmowa była przeprowadzona raczej na zasadzie wywiadu (z wieloma głupimi pytaniami).
Brakowało informacji do której godziny rozdawane są autografy. Aktorzy po prostu nagle sobie poszli zostawiając kolejkę ludzi. Nie było też nikogo kto poinformowałby koniec kolejki, że to już koniec wypisywania autografów, przez co cały tłum ludzi nagle ruszył z nadzieją, że kolejka się posunęła i dopiero na końcu odkrywając smutną prawdę. Na szczęście na prośbę aktorów autografy były rozdawane jeszcze po spotkaniu.

Ben Crompton i Hafþór Júlíus „Thor” Björnsson (w filmie: Edd i Góra)



Podsumowując impreza, oprócz kilku małych plusów, zorganizowana była koszmarnie. Cieszę się, że pojechałem tylko na jeden dzień (z trzech). Warto było jechać te pięć godzin jedynie dla autografów i zdjęć. W przyszłym roku na 100% nie wybieram się na Serialis. Będę czekał aż aktorzy z "Gry o tron" zawitają gdzieś bliżej.

Pozdrawiam
Darth Morcin
 

 
Zaraz po pojawieniu się "Suicide Squad" w kinie, na film poleciała niezliczona ilość hejtów. Jednak czy ekranizacja komiksu naprawdę jest porównywalna do klęski poprzedniego filmu z uniwersum DC?
Na "Suicide Squad" mogłem niestety pójść dopiero po powrocie z Bułgarii. Starałem jednak do tego czasu śledzić opinie o tym filmie i jak tylko mogłem unikać spoilerów. Szybko okazało się, że "Legion Samobójców" (pierwszy i ostatni raz używam polskiego tytułu - uznaję tylko oryginalny) nie został zbyt ciepło przyjęty. Nie zniechęciło mnie to jednak i w czwartek postanowiłem obejrzeć film i... muszę wam powiedzieć, że bawiłem się bardzo dobrze.

Parę słów o filmie.
Superman nie żyje (chociaż i tak wszyscy wiemy, że to tylko taki stan przejściowy). Świat boi się ataków kolejnych "metaludzi" obdarzonych nadzwyczajnymi mocami. Amanda Waller - pewna, twarda i wydaje się, że pozbawiona emocji, rządowa babka ma jednak asa w rękawie - złoczyńców. Tak, dokładnie - tych złych. Stwarza ona oddział składający się z najlepszych bandytów, złodziei, morderców i szaleńców. Co jednak jeżeli nasza ekipa nie będzie miała zamiaru współpracować? Cóż, wszczepione w ich ciała mikro bomby są chyba wystarczającym powodem do posłuszeństwa. Niestety, jak to w filmach bywa stworzenie tej ekipy spowodowało pojawienie się nowego czarnego charakteru (a nawet dwóch) planującego przejąć władzę nad światem. Oczywiście rozwiązanie tego problemu ląduje na barkach grupy Amandy. Do całej akcji dołącza jeszcze Joker, któremu nie podoba się fakt, że ktoś wsadził za kratki jego dziewczynę i teraz ze wszystkich sił stara się ją odbić.

Fabuła moim zdaniem jest bardzo przyjemna. Niektórzy zarzucali "Suicide Squad", że jest przewidywalny i przez cały czas wiemy co dalej się stanie. Szczerze mówiąc nie zauważyłem tego problemu. Może film nie trzymał jakoś strasznie w napięciu ale na pewno nie czułem się na nim jakbym wiedział dokładnie co zobaczę. Z drugiej strony już trailery dość sporo nam zdradziły.
Film obfituje w sceny akcji, w których, jak już wcześniej mówili twórcy, wykorzystano mniej efektów komputerowych. Jest to ogromny plus dla SS ("Suicide Squad". Wszystkie sceny walk są zrobione dobrze i oglądało mi się je z przyjemnością.

"Suicide Squad" oglądało się też dobrze ze względu na humor, którego było naprawdę dużo. W końcu mając za jedną z głównych bohaterek szurniętą kochankę Jokera nie da się zrobić strasznie poważnego filmu.
Bardzo podobała mi się też muzyka, którą wykorzystano w "Suicide Squad". Jest ona według mnie jedną z większych zalet tego filmu.
W końcu pora na postaci!
Moim zdaniem aktorzy zostali dobrani świetnie.
Gwiazdą filmu jest niezaprzeczalnie Harley Quinn. Bohaterka na dużym ekranie pojawiła się po raz pierwszy (tak samo zresztą jak znaczna część głównych bohaterów) i już zawładnęła moim sercem. Harley Quinn z SS niczym nie różni się od dziewczyny Jokera z komiksów. Jest tak samo szalona, wiecznie wesoła, wpatrzona w swojego Mr.J. Bałem się, że film nie pokaże takiej Harley jaką widziałem w komiksach. Na szczęście spotkała mnie naprawdę miła niespodzianka.
Bardzo dobrze zagraną postacią byli też Deadshot, Amanda Waller, Flagg, El Diablo i Enchantress.
Co do Capitan'a Boomerang'a, Killer croc'a, Katany, nie mam żadnych uwag do gry aktorskiej. Aktorzy rzeczywiście wczuli się w swojej role (szczególnie croc, którego wygląd nie był wygenerowany komputerowa, lecz make-up strój artysty). Niestety postaci te dostały moim zdaniem za mało czasu na dużym ekranie. Wydawało mi się, że twórcy ich trochę pominęli, zostawiając w tle.
Jeżeli chodzi o Slipknot'a to straciłem dla niego głowę (Bada-Bum-Tssss).
Miłą niespodzianką było natomiast pojawienie się Batmana i Flash'a.
Największy problem mam z ocenieniem roli Jokera. W komiksach jest to psychopatyczny, brutalny geniusz, wariat, o niespotykanym poczuciu humoru. Tutaj zobaczyliśmy może połowę tego. Szczerze to trochę przeszkadzała mi część scen z Joker'em, które moim zdaniem nie wnosiły zbyt wiele do fabuły. W szczególności nie podobało mi się to w jaki sposób przedstawioną nam jego związek z Harley. W komiksach i serialu animowanym ta para czasem się kocha a czasem nienawidzi (szczególnie Joker Harley), w filmie natomiast Joker po stracie Harley prawie się załamuje a potem stara się za wszelką cenę odzyskać ukochaną.

Nie mówię, że postać została zagrana źle. Wydaje mi się jednak, że Joker był za mało rozwinięty, brakowało scen, w których ta postać będzie mogła się wykazać i tych, które wprowadzą coś ciekawego do fabuły. Czyli te wszystkie sceny, które zostały usunięte. "Suicide Squad" pobił moim zdaniem rekord jeśli chodzi o usunięte sceny. Niestety wyrzucono wiele znaczących momentów, które znacznie zmieniłyby odbiór filmu.
A więcej o tym tutaj.
O usuniętych scenach mam zamiar pisać jeszcze w najbliższym czasie.
Co do minusów nie pasował mi jeszcze dobór przeciwnika naszej ekipy. Od kiedy postać, która ruchem ręki potrafi rozgromić cały oddział może mierzyć się z grupą, która nie ma właściwie zbyt wiele nadnaturalnych umiejętności. Ktoś w Internecie słusznie stwierdził, że byłby to dobry przeciwnik dla Ligi Sprawiedliwości a nie Suicide Squad.

Podsumowując - nie jest to dzieło sztuki, ale nawet się tego nie spodziewałem. Moim zdaniem film jest o wiele lepszy od poprzedniego dzieła z kanonu komiksów DC. "Suicide Squad" spełnił moje oczekiwania. Bawiłem się na nim dobrze. Wiele scen mnie śmieszyło, parę zaszokowało. Ani przez chwilę się nie nudziłem. Nie rozumiem takiego ataku na "Suicide Squad" Może nie potrafię doszukać się tak wielu złych stron filmu bo nie znam się aż tak dobrze na komiksach DC? Ale chyba też nie o to tu chodzi.
Film ma kilka minusów jednak nie są one aż tak rażące.
"Suicide Squad" polecam wszystkim, a w szczególności fanom Harley. Może tak samo jak mi spodoba wam się ten film.
A teraz wybuchowo się z wami żegnam
Darth Morcin
 

 
Właściwie to w domu jestem już od niedzieli, ale jakoś nie miałem czasu żeby coś ciekawego napisać.
Jeśli dziś dobrze pójdzie to pojawi się więcej niż jeden post.
Na razie to tyle
Darth Morcin
 

 
Jutro wyjeżdżam na 3 tygodnie. W końcu wakacje więc wypada gdzieś się wybrać. Kierunek - Bułgaria (Burgas).

Jak już wspomniałem wyruszam jutro rano. Jadę (z rodzicami) samochodem. Planowana trasa to: Polska - Czechy - Słowacja - Węgry - Serbia - Bułgaria. Trzymajcie kciuki za podróż.
Jak znajdę na miejscu Internet to spróbuję coś napisać.
Kiedy tylko wrócę do domu wezmę się z kopyta za pisanie. Mam już pomysł na 31 kolejnych wpisów. Oczywiście napiszę Wam też coś o mojej wycieczce.
Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnicie przez ten czas.
Do nowych wpisów (ciekawe pożegnanie).
Pozdrawiam
Darth Morcin
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
O tym skąd moje zainteresowania mangą i anime pisałem dość niedawno.
Ten post możecie przeczytać tutaj:
http://morcin55.pinger.pl/m/27231793
Tak jak pisałem, pierwszym obejrzanym przeze mnie serialem anime było "Guilty Crown". Ten wybór spowodowany był zakupem podkładki pod myszkę z jedną z jego głównych bohaterek (ilustracja w poprzednim poście).
Anime przenosi nas do Tokyo 2039 roku. Jakiś czas wcześniej wybuchła epidemia, nowego i niezwykle niebezpiecznego wirusa - "Lost Christmas". Od tego czasu za kontrolę Japonii odpowiada międzynarodowa organizacja GHQ, która, delikatnie mówiąc, do pozytywnych nie należy i często wykorzystuje straszne metody do swoich niecnych planów. Głównym bohaterem serialu jest Shu Ohma, zwykły uczeń, który zostaje wplątany w walkę organizacji zwanej "Domem pogrzebowym" a GHQ. Chłopak przez przypadek otrzymuję umiejętność ("Zdolność Króla" ), która pozwala wydobywać z ludzi przedmioty, służące często jako broń i będące odbiciem prawdziwej natury posiadacza. W tym momencie Shu musi podjąć walkę, nie tylko z osobami i grupami pragnącymi wykorzystać jego moc lecz również z samym sobą. W końcu trudno zwyczajnemu, częstą stojącemu z boku chłopakowi pogodzić się z tym, że stał się posiadaczem najpotężniejszej ludzkiej broni. Szybko też okazuje się, że bardzo ważna dla fabuły staje się przeszłość bohatera, którą on sam nie do końca pamięta.

Ogromnym plusem anime jest muzyka. Zakochałem się we wszystkich openingach i endingach. Z anime, które dotąd widziałem to ma chyba najlepszą oprawę muzyczną. Jeżeli miałbym tutaj przydzielić punkty byłoby to 10/10.
W "Guilty Crown" spodobała mi się też duża różnorodność bohaterów. Poznamy tu wariatów o niecnych celach, śliczne dziewczyny, ludzi, którzy do końca nie wiedzą po której stronie są, nie będących niczego świadom uczniów, geniuszy, żołnierzy gotowych oddać życie w walce i wiele innych. Niektórych bohaterów naprawdę można pokochać, jednak jest wielu, których po chwili już się nienawidzi. Wszystkie osoby są moim zdaniem bardzo dopracowane. Co ciekawe ta seria pozwala nam obserwować zmiany jakie, z różnych powodów, zachodzą w bohaterach. Tutaj do końca nie wiadomo, kto tak naprawdę jest zły a kto dobry. Niektóre postacie zmieniają się tak bardzo, że na początku możemy ich nie trawić a po chwili im kibicować i na odwrót. Zdarzają się czasem sytuacje, że postać uważana przez nas za synonim dobroci okazuje się tak naprawdę czarnym charakterem, a geniusz zła odkrywa w sobie odrobinę dobra. Pod tym względem anime jest naprawdę zakręcone.
Bardzo spodobały mi się też powiązania między bohaterami.

Fabuła jest przyjemna, choć czasem bardzo skomplikowana. Jest tutaj dużo scen walki, które są naprawdę super zrobione, ale mamy również wątek miłosny, rodzinny czy moralny. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jest tu wiele wzruszających czy trzymających w napięciu odcinków. Pamiętam, że po jednym totalnie zaniemówiłem. Trzeba pamiętać, że nie jest to lekka seria.
Anime przestawia świat przyszłości. Podobało mi się więc wplecenie nowoczesnej techniki i nowej broni, dzięki czemu właśnie potyczki tak fajnie się oglądało.

Bardzo mi się też podobało to w jaki sposób anime zostało narysowane. Jest to fajna i przyjemna dla oka kreska.

Anime ma jeden sezon chociaż jest podzielone jako tako na dwie części. Bardziej podobała mi się część pierwsza, chociaż druga jest również dobra. Moim zdaniem przesadzono tam jedynie z wewnętrzną zmianą jednego bohatera.
Oglądając "Guilty Crown" bawiłem się bardzo dobrze. Było tam wielu bohaterów, których naprawdę polubiłem. Można powiedzieć, że dzięki temu serialowi postanowiłem dalej oglądać anime. Od razu po tym jak skończyłem oglądać, wpadłem na pomysł by zrobi cosplay któregoś bohatera. Niestety jeszcze nie doszło to do skutku ale wciąż nie zrezygnowałem z moich planów.
Serial bardzo polecam każdemu. Ja po obejrzeniu wszystkich odcinków miałem straszliwy niedosyt. Jest to jedna z moich ulubionych serii, którą z chęcią za jakiś czas obejrzę ponownie. Poza tym o tym anime (jako, że to pierwszy obejrzany przeze mnie serial) jeszcze nieraz napiszę (może osobny post o muzyce w "GC"?).
Jeżeli widzieliście "Guilty Crown" to podzielcie się swoją opinią, jeżeli nie to lećcie oglądać.
Pozdrawiam was serdecznie
Darth Morcin

PS. Jak wam się podobają takie recenzje? Chcecie więcej?


  • awatar נυиαι ℓєиѕ: Nie oglądałam tego anime, ale jak skończę oglądać Soul Eater'a i Love Live! Sunashine!!, z chęcią je zacznę.
  • awatar RainbowxD: Właśnie zamierzałam to obejrzeć, a Twoja recenzja jeszcze bardziej do tego mnie przekonała :D. Tak, takie recenzje są dobre, wstawiaj takich więcej.
  • awatar She's whiskey in a teacup: Przekonałeś mnie, chyba na mnie bardzo wpływasz xD Pierwsze w kolejności anime do obejrzenia :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ostatnimi czasy nowe filmy o superbohaterach pojawiają się co chwilę. Stosunkowo niedawno mogliśmy oglądać nowego "X-Men'a", wcześniej Marvel raczył chociażby "Deadpool'em" czy "Kapitanem Ameryką". Możemy się już też szykować na premierę filmów "Doctor Strange" i "Gambit".

A co z ekranizacjami komiksów DC?
No cóż, nie zaczęło się dobrze. "Batmar vs Superman" okazał się (moim zdaniem) kompletną klapą. Fabuła była nudna, bardzo mało akcji (film zupełnie przegadany). Finałowa walka trwała chwilkę. Jedyną osobą, która według mnie choć w jakimś stopniu ratowała ten film była Wonder Woman. Cieszę się, że w końcu pojawiła się ona na dużym ekranie. Sceny z nią sprawimy mi najwięcej radości. Jest to w końcu jedna z bardziej lubianych przeze mnie bohaterek DC.
W filmie została przedstawiona tak jak chciałem żeby była. Nie mogę się przyczepić ani do charakteryzacji ani gry aktorskiej. Szkoda tylko, że tak postać pojawiła się tylko na tak krótko.

Teraz z niecierpliwością czekam na premierę "Sicide Squad". O samym filmie więcej tutaj:
http://morcin55.pinger.pl/m/27216429

Ostatnio (po Comic-Con'ie) w Internecie pojawiły się dwa nowe trailery filmów z uniwersum DC.
Pierwszym z nich jest długo wyczekiwana przeze mnie "Wonder Woman". Bardzo się cieszę, że ta postać w końcu dostała swój własny film. Mam nadzieję, że nie podzieli on klęski "Świtu Sprawiedliwości". Pierwszy klip zapowiada się naprawdę dobrze. Liczę na to, że w filmie nie zabraknie doskonałej fabuły i zapierającej dech w piersiach akcji.
Kolejny wyczekiwanym przez wielu filmem będzie "Justice League". W końcu doczekamy tej ekranizacji komiksu, o walczących z przestępczością, grupie bohaterów świata DC.
Martwi mnie fakt, że w trailerze brak Zielonej Latarni. Czy to możliwe, że nie zobaczymy tego sławnego i jakże fajnego bohatera w najnowszym filmie?
Cóż, nawet jeśli nie, to mam nadzieję, że nie popsuje to ogólnego odbioru filmu.
Bardzo podobają mi się sceny z Flash'em i mam nadzieję, że będzie on tak samo dobrą postacią co X-men'owski Quicksilver.
Z tego co widzę to w filmie możemy spodziewać się dość sporo humoru. To dobrze, filmy o superbohaterach nie powinny być drętwe.
Prawdę mówiąc mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony naprawdę jestem podekscytowany i liczę na sukces filmu, a z drugiej obawiam się, że będzie to kolejna klapa na miarę "Batmana vs Supermena", choć już trailer jest lepszy od poprzednika.
Niestety na dzień dzisiejszy wiem dość mało o nadchodzących filmach. Same trailery nie zdradzają też za bardzo fabuły, co może okazać się dobrym znakiem (nie lubię gdy po obejrzeniu zapowiedzi wiem prawie wszystko o filmie).
Na razie to tyle.
A co wy o tym myślicie? Te filmy to będą hity czy klapy? Pójdziecie na nie do kina? Podzielcie się w komentarzach.
Jak jeszcze się czegoś dowiem to oczywiście napiszę wam
A teraz uciekam z prędkością Flash'a.
Darth Morcin
  • awatar 星FairyBlue: Uwielbiam Marvela, zawsze wolałam go niż DC. Ale. Czekam na Sicicde Squad i Aqua Mana^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jak pewnie wiecie premiera siódmego sezonu "Gry o Tron" jest opóźniona z powodu... zbyt ładnej pogody. No cóż, w końcu przyszła zima więc potrzebna jest zimowa sceneria.
Nie oznacza to jednak, że na ten czas zapomnimy o wspaniałej, choć na pewno nie bezpiecznej, krainie Siedmiu Królestw.
Oto pierwszy Teaser Trailer sezonu siódmego "Gry o Tron".
Cóż, może wiele nie pokazuje ale ma w sobie to "coś".
Już się nie mogę doczekać premiery.
A jeszcze tyle czasu.


Jak już kiedyś pisałem, mam w planach, za jakiś czas, zrobić post z moimi domysłami odnośnie sezonu
siódmego. Co wy na to? Piszcie w komentarzach.
Valar Morghulis
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: Nie mogę się wypowiedzieć bo nie oglądałam, ale ja czekam na wrzesień i trochę później - ma wyjść Teen Wolf, Lucifer i Supernatural :D :D
  • awatar Akane Shideshi: Też czekam na siódmy sezon, ale bardziej "Wichry Zimy". Lubię serial, ale książkowa wersja jest według mnie lepsza :)
  • awatar forever young♥: Już nie mogę się doczekać kiedy będzie 7 sezon :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zdarzało mi się czasem, że jako dzieciak oglądałem "Pokemony". Nie byłem jednak jakimś ich wielkim fanem. Kojarzyłem niektórych bohaterów, wiedziałem kim jest Pikachu, jak wyglądają pokeball'e i to mi wystarczało. W szkole też jakoś nie było szału na "Pokemony". Wiem, że parę osób je oglądało ale jakoś wielkimi fanami nie byli.
Pamiętam, że wtedy gadżety z "Pokemonów" dość często były dodawane do chipsów, chrupek czy innych płatków.
"Pokemony" były jednak dość sławne. Jestem pewien, że wielu z was je oglądało, albo chociaż kojarzyło. Z tego co pamiętam, była to całkiem fajna bajka.
Potem jednak ta sława "Pokemonów" zmniejszyła się. Nie ma już tylu pokemonowych gadżetów czy zabawek. Mało kto z dzieciaków, które znam je ogląda. Fanami "Pokemonów" stali się w ,dużej mierze, ci, którzy zachwycali się nimi jako dzieci.
Teraz jednak świetność Pokemonów powróciła - a wszystko dzięki nowej grze mobilnej "Pokemon Go". Dzięki niej możemy stać się łowcami Pokemonów i szukać tych śmiesznych stworków w naszych miastach, ulepszać je, a następnie wykorzystywać je do walki z innymi trenerami.

Gra potrzebuje dostępu do internetu i GPS'a.
Mi osobiście gra bardzo się spodobała. Niestety nie działa mi funkcja AR, ale szczerze mówiąc nie psuje to rozgrywki (jest to raczej taki fajny dodatek).
Dużym plusem gry jest to, ze zachęca ona ludzi do wychodzenia na dwór. Ostatnimi czasy widzę mnóstwo osób, chodzących ze swoimi telefonami po mieście. Sam też częściej zacząłem ruszać się z domu.
Niestety wiele osób nie myśli jak i gdzie idzie kiedy korzysta z aplikacji, co doprowadza do licznych wypadków. Nie będę wam tu wymieniał sytuacji, w których ktoś mocno przesadził z Pokemonami bo w Internecie jest tego mnóstwo. Wystarczy tylko trochę poszukać.

Co do samej rozgrywki - jest ona łatwa i całkiem przyjemna. Chodzimy po mieście i szukamy ukrytych Pokemonów. Kiedy takiego złapiemy musimy go złapać. Używamy do tego różnego rodzaju pokeball'i. Wraz z każdym złapanym Pokemonem dostajemy cukierki i punkty dzięki, którym możemy ulepszać nasze zdobycze. Z czasem, możemy również wykorzystywać nasze Pokemony do walki w specjalnych Gym'ach. Pokemony możemy tez zdobywać poprzez wykluwanie jajek (by to zrobić trzeba chodzić 2,5 lub 10 km).
Dużym minusem gry jest to, że strasznie żre baterie i czasem się zacina co psuje rozgrywkę.

Gra niedawno dopiero pojawiła się w Polsce (zresztą w ogóle jest to dość nowa gra) więc zdarzają się błędy. Na szczęście ,strasznie denerwujący, problem z zawalonymi serwerami został naprawiony (przynajmniej u mnie).
Z tego co wiem to twórcy gry planują jeszcze dość dużo poprawek co ma ulepszyć rozgrywkę (mają też dodać możliwość wymiany Pokemonów).
Szczerze mówiąc, zdziwiłem się, że gra tak szybko zdobyła ogromną popularność. Na ulicach coraz częściej widzę zbiorowiska ludzi grających w "Pokemon Go". W zupełności zgadzam się ze stwierdzeniem, że ta gra spowoduje, iż gracze i inne nerdy w końcu wyjdą na dwór (to się też tyczy mnie).

"Pokemon Go" polecam serdecznie wszystkim. Jest to fajny sposób na umilenie codziennych spacerów czy zajęcia się czymś w nudny. Mam nadzieję, że twórcy dość szybko dadzą sobie radę z co gorszymi błędami w grze i sprawią, że gra będzie jeszcze bardziej atrakcyjna.

Ja na razie się z wami żegnam.
Lecę łapać Pokemony.
Złapcie je wszystkie!
Pozdrawiam
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: Wiedziałam o niej już rok temu, czekałam na nią ale w sumie jak tak słyszę o niej to mi się odechciewa. Za dużą ma popularność. No i mój telefon jest na słaby >u<
  • awatar forever young♥: Co racja to racja dość fajna ta gra
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak jak wcześniej pisałem, już jako dziecko fascynowała mnie fantastyka. Z mangą i anime jednak nie miała zbyt dużego kontaktu. Z tego co pamiętam czasami jedynie zdarzyło mi się obejrzeć pojedynczy odcinek "Pokemonów". Przez ten cały czas wiedziałem czym jest anime i manga jednak jakoś nigdy nie było okazji, żeby coś więcej obejrzeć bądź przeczytać. Raz jedynie zdarzyło mi się obejrzeć "Spirited Away" i choć bardzo mi się spodobał nie wpadłem na to by dalej zagłębiać się w tego rodzaju filmy.
Kiedy byłem w podstawówce w moim mieście otworzyli empik. Od zawsze lubiłem takie sklepy więc chodziłem tam bardzo często (i spędzałem całe godziny XD). Oczywistym było to, ze w końcu wpadnę na półkę z mangami. I tak też się stało. Co ciekawe tomikiem, który potem z takim zapałem przeglądałem była "Miłość krok po kroku". Haha serio! Od tego czasu coraz więcej czasu spędzałem w empiku, szczególnie w dziale mang.

Jakiś czas później w telewizji zaczęli puszczać filmy filmy studia Ghibli. Nie pamiętam ile miałem wtedy lat, ale raczej niedużo. Byłem nimi zachwycony. Od razu pokochałem "Ponyo", "Tottoro", "Ruchomy Zamek Hauru" czy inne klasyki. Jednak nadal nie zachęciło mnie to do poznania innych japońskich produkcji.

Sprawy potoczyły się inaczej dopiero dwa lata temu, kiedy to postanowiłem po raz pierwszy wybrać się na Pyrkon. Wtedy dopiero zauważyłem jak mało znam fantastykę i ile żeczy jeszcze muszę poznać (wcześniej miałem jakieś pojęcie tylko o "Star Wars", "Władcy Pierścieni", "Harrym Potterze" i paru innych tego rodzaju filmach).
Z konwentu wróciłem bardzo zadowolony, bogatszy o nowe doświadczenia i... gadżety
Jedną z kupionych przeze mnie rzeczy była podkładka pod myszkę z anime ("Guilty Crown" ).

Od razu postanowiłem, że skoro kupiłem sobie coś takiego to muszę w jakimś stopniu poznać to anime. Mijały jednak miesiące a ja nadal nie zabierałem się za oglądanie.
Nadchodziły wakacje. Stwierdziłem wtedy, że trzeba kupić jakąś mangę. Poszedłem więc do empiku i wybrałem jedyną jednotomówkę, która była dostępna - "Demony Grzechu".
Niestety nie przeczytałem jej od razu. Mangę odłożyłem na półkę i tak leżała miesiącami.

W końcu nadszedł dzień kiedy włączyłem pierwszy odcinek "Guilty Crown". Można powiedzieć, że zakochałem się w tym anime (szczególnie muzyce). Co tydzień oglądałem po prare odcinów. Kiedy obejrzałem serial czułem ogromny niedosyt. Wiedziałem, że będzie mi brakowało cotygodniowego oglądania. Wybrałem więc kolejne anime - "Attack on Titans". Od tego momentu zacząłem systematycznie oglądać kolejne serie. Zrobiłem sobie nawet liste - "do obejrzenia".
Jakiś czas później pojechałem na Japanicon i wtedy dopiero zdałem sobie sprawę jak mało o anime wiem. Stwierdziłem więc, że musze poznać jak najwięcej serii. Z konwentu przywiozłem też kolejne gadżety i... kolejną mangę, która niestety podzieliła losy poprzedniej.

Za czytanie mang zabrałem się dopiero w tym roku ( do tego czasu uzbierałem 18 różnych tomów). Od tego czasu nadrabiam moje mangowe zaległość i całkiem dobrze mi to idzie. Bardzo polubiłem mangi i anime. Zacząłem też kupować gazety takie jak "Otaku" czy "Kyaa!". Może jeszcze nie mogę się nazwać Otaku ale jestem na dobrej drodze by to się zmieniło.
Co jakiś czas będą pojawiały się tu recenzje mang i anime.
Arigato za uwagę.
Sayōnara
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: Zazdro, byłeś na konwentach ;-; To jedno z moich marzeń. Zabiorę się kiedyś za filmy studia Ghibli, znajoma bardzo poleca :) A, pierwszym anime było Bleach, nie wliczając przypadkowych odcinków Pokemonów (nie wiedziałam że to anime aż do 12 lat).
  • awatar Herbaciana Panna: Ja zaczęłam oglądać w wieku 12 lat. Wciągnął mnie były mojej siostry. Teraz nie oglądam dużo bo nie mam czasu i mam dużo obowiązków -,-' Hahah, ciekawa manga XD Moją pierwszą mangą było Kagen no Tsuki wraz z 1. tomem Hatsukoi Limited
  • awatar ForveDura: A oglądałeś "Spirited Away" tzn "W krainie bogów"? To było pierwsze anime jakie oglądnęłam. Hahah "Ruchomy zamek Hauru"! Jak to pierwszy raz oglądnęłam to mnie totalnie rozwaliło ;D Osobiście mam sentyment do "Akame Ga Kill". Mang w sumie nie czytam, ale na twoje recenzje chętnie spojrzę i może po jakąś sięgnę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Haha, dokładnie. Ostatnie dni spędziłem na sprzątaniu swojego pokoju. Straszne, nie?
Z pod mojego łóżka wygrzebałem tonę zabawek z dzieciństwa i innych pierdół, które już dawno miały to miejsce opuścić ale jakoś tak nie było czasu. Wyjąłem też na światło dzienne moje stare kolekcje figurek ("Lord of the Rings" i "G.I.Joe". Przez ten czas nie miałem zupełnie dostępu do komputera więc trochę słabo.
Teraz będę nadrabiał trochę wpisy.
Niedawno przeczytałem kolejną mangę (tym razem Yuri) - "Sweet Guilty Loves Bite". W najbliższym czasie powinna pojawić się recenzja.
Planuję też kolejny post w stylu "jak to się wszystko zaczęło...". Teraz skupię na mojej pasji do mangi i anime.
Niedługo kończę serial "Zero no Tsukaima". O tym też na pewno w najbliższych wpisach wspomnę.
Ale nie obawiajcie się. Mam też plany na dużo innych (nie Japońskich) postów.
A na razie spadam.
Do następnego postu
Darth Morcin
 

 
Czyli parę słów o kolejnym ciekawym nadchodzącym filmie. A właściwie co ja tu będę dużo pisał, to trzeba zobaczyć. Oto przedstawiam wam "Sausage Party".
I co zaniemówiliście? Nadal nie wierzycie w to co widzieliście? To może obejrzycie jeszcze ten klip:
Ten film zobaczymy w kinach jeszcze tego roku! Jedzenie po raz pierwszy postanowi przeciwstawić się człowiekowi. Po tym jak grupa produktów spożywczych dowiedziała się co dzieje się z nimi po zabraniu ze sklepu spożywczego, postanawia coś z zrobić z tym problemem.
W sumie brzmi jak bajka dla dzieci, ale szczerze mówiąc dziecka bym na tę animacje nie wziął (a sam z ciekawości obejrzę ).
Cóż jak tak na to patrzę przypomina mi się inny bardzo popularny, tegoroczny film. Czyżby pojawił się film z humorem godnym "Deadpool'a"?

Niestety, za mało wiem o tym filmie, żeby więcej o nim pisać. Mój kumpel stwierdzi kiedyś, że wygląda mu to na "Toy story" oczami jakiegoś naćpanego kolesia.
Jeśli jeszcze się czegoś o tym filmie dowiem to dam wam znać.
Jestem jedynie pewien, że udowodni on, że filmy animowane są niekoniecznie dla dzieci. Właściwie to ciekawe ile matek weźmie na niego swoje pociechy do kina.

A jaka jest wasza opinia? Pójdziecie na ten film do kina? Myślicie, że się przyjmie?
Ja teraz lecę coś zjeść.
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: To nie dla dzieci, to jest horror! O, napisałeś to xD Aż się jeść odechciewa, jesteśmy mordercami ;-; Toy Story hahah xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ale spokojnie, nie będę tutaj rozpisywał się na temat pewnego sławnego greka, którego istnienie stoi pot bardzo dużym znakiem zapytania. Nie przeniesiemy się również do pełnego śmiechu świata Simphsonów. Dzisiaj opowiem wam po prostu o moim pupilu.
Jak już w pierwszych postach pisałem hoduję w domu jeża pigmejskiego. Nie jest to mój pierwszy zwierzak. Wcześniej zajmowałem się też rybką i chomikami. Raz zacząłem również hodowlę krocionogów ale nic z tego nie wyszło.
Pewnie tera zastanawiacie się czym do cholery są krocionogi. Otóż wyglądają one tak

W niedalekiej przyszłości planuje też hodowlę pewnych owadów (na razie krajowych), a potem to zobaczymy.
Większych zwierzątek niestety nie mogę mieć bo jestem strasznym alergikiem (szczególnie na koty), ale jakoś sobie daję radę.
Jeżyka dostałem niecałe dwa lata temu. Dlaczego akurat nazwałem go Homer? Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Po prostu jakoś tak wyszło, spodobała mi się ta nazwa (dwa poprzednie chomiki wabiły się Elmo, więc potrzebna też była jakaś zmiana).
Jeżol mieszka w takim wielkim, plastikowym pudełku (jak na zabawki), które schowane jest pod moim łóżkiem. Całość wyściełana jest trocinami. W środku Homer ma sporych rozmiarów kołowrotek, drewniany domek (z okienkiem <3), miseczki na wodę i jedzenia, kłodę (takie urozmaicenie) i pudełko ze żwirkiem.
Zimą muszę mu włączać ogrzewanie bo jest to zwierze ciepłolubne. Jeżeli byłby w nieodpowiedniej temperaturze po prostu w najgorszym wypadku zdechłby.
Homer jest zwierzęciem typowo nocnym. Spryciula wychodzi z domku dopiero kiedy zgasną wszystkie światła w mieszkaniu. Zresztą tak samo jest przy wychodzeniu na dwór. Jeż uaktywnia się dopiero kiedy zrobi się zupełnie ciemno, a wtedy aż trudno go dogonić, nie może usiedzieć na jednym miejscu.
Teraz odpowiedzi na najczęściej zadawane mi pytania.
1. Co on je?
Kocią karmę "Royal Canin" (dla małych kotków). Z tego co czytałem jeże mogą też jeść różne owoce i warzywa ale mój jest naprawdę wybredny. Szaleje jedynie za mięsem (ale też nie każdym) i serem. Co jakiś czas urozmaicam jego żywienie mącznikami zbożowymi.
2. Jak się z nim bawisz?
Tak samo jak można się bawić z każdym innym zwierzątkiem.
3. To on cię nie kłuje.... O_o
Homer stawia igły dopiero jak się naprawdę bardzo wkurzy. Wtedy zaczyna fukać (nie wiem jak inaczej opisać ten dźwięk), najeża się i podskakuje. Denerwuje się np. kiedy się go obudzi, wystraszy lub kiedy on chce iść lub siedzieć sobie w spokoju a ktoś próbuje go zabrać.
Co do anatomii jeży to muszę wam powiedzieć że mają one strasznie długie języki, którymi bardzo często się oblizują. Naprawdę rozkoszny widok
4. Duży jest?
O wiele większy od przeciętnego chomika i mniejszy od jeża europejskiego.

Zdjęcie mojego pupilka <3



To chyba na tyle.
Podsumowując, serdecznie wszystkim polecam hodować jeże pigmejskie. Są to bardzo milutkie, często śmieszne stworzonka. Jedyne co to potrzebują naprawdę dużo opieki.
Jeżeli macie do mnie jakieś pytania to piszcie śmiało.
O jeżyku na pewno jeszcze będę pisał.
A teraz najeżam się i znikam
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: O kurde! Chłopak który pisze serduszka - aaaw <3 Kiedyś błąkał się niedaleko mnie jeż i wzięłam go na pół godzinki do domu, nie mogłam sie oprzeć :) Ale ten Homer uroczy :D
  • awatar Misia - Marysia: Ooo jaki słodki jeżyk *.* :3 Fajny blog ;)
  • awatar 星FairyBlue: Jaki słodki!! <3 Przeuroczy^^ Ja mam za współlokatora żółwia stepowego, też większość dnia przesypia zagrzebany w drewienkach bukowych, uaktywnia się tylko jak jest bardzo gorąco^^ I w brew powszechnej opinii o żółwiach jest całkiem szybki, trzeba go bardzo pilnować gdy zabieram go na ogródek^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Byłem sobie dzisiaj w Poznaniu (w sumie nic nowego, jako że tam właśnie mam szkołę) i kupiłem sobie kolejną figurkę do mojej kolekcji (parę dni temu o niej pisałem).
Przedstawia ona Agenta Kallus'a z "Star Wars Rebels" i kosztowała 25 zł.

Tak właściwie to sama jego postać jest mi obojętna a od serialu animowanego o wiele bardziej wolę filmy ale jak najbardziej cieszę się z tego co udało mi się zdobyć.
Figurka jest dość nowa. Ma około 10 cm. Do zestawu dołączono blaster.
Niestety Hasbro się za bardzo nie popisała bo figurka jest ruchoma tylko w pięciu miejscach (ręce, nogi i głowa). Teraz właściwie jest tylko jedna seria produkowana przez Hasbro z w pełni ruchomymi figurkami "Star Wars" - "The Black Series". Jest to rzeczywiście seria kolekcjonerska. Cała reszta jest produkowana z myślą o najmłodszych przez co dość mocno traci na jakości (przy wciąż wysokiej cenie). Z własnego doświadczenia wiem, że Hasbro kiedyś bardziej przykładało się do produkcji swoich produktów: miały one dużo ruchomych elementów, części dodatkowe, zdejmowane hełmy i ładne wykonanie (Vintage Collection, Legacy Collection).
Na szczęście ta figurka, którą kupiłem o oprócz małej ilość ruchomych elementów, właściwie jest dość dokładnie zrobiona. W oczy rzuca się jedynie dość spory, biały numer seryjny na lewej nodze.
Pancerz Kallus'a i jego hełm są bardzo podobne do oryginału, nie brakuje na nich małych ozdobników.

Jednym słowem jestem zadowolony z zakupu. Jak na najnowsze figurki z tej serii jest ona dość dokładnie i ładnie zrobiona. Szkoda tylko, że ma tak mało elementów ruchomych. Ale za taką cenę to nie mam prawa narzekać.

O samej kolekcji z pewnością jeszcze nieraz wspomnę.
Teraz lecę ustawić nową figurkę w witrynie.
Pozdrawiam
Darth Morcin
 

 
Jest to chyba jeden z najciekawszych i najbardziej szokujących Bogów "Gry o Tron". Sami Ludzie bez Twarzy to również dziwna frakcja, która wprowadziła niemało zamieszania do świata "Gry o Tron.
Ostatnio natknąłem się na genialny filmik, w którym Tom Wlaschiha (Jaqen H'ghar), tłumaczy kim jest Bóg o Wielu Twarzach.
Wyszło też więcej tego typu filmów o "Grze o Tron". We wszystkich historie opowiadają nam aktorzy wcielając się w swoje filmowe postaci. Naprawdę warto poszukać innych materiałów z tej serii. Mi jeszcze bardzo podoba się historia domu Clegane (oczywiście opowiada ją Ogar).

Dzisiaj w miarę krótko, ale cóż, takie posty też muszą być.
Na razie znikam.
Valar Morghulis
Darth Morcin
 

 
Czyli jak to się wszystko zaczęło.

Każdy w swoim życiu poznaje swojego mistrza, kogoś kto wprowadzi go w pewien zupełnie inny, czasem magiczny świat, do którego wcześniej nie mieliśmy dostępu. Moim mistrzem stał się mój tata. To on pierwszy pokazał mi wszystkie filmy "Star Wars" i dał pierwsze "kosmiczne zabawki".
Na początku "Gwiezdne Wojny" tylko lubiłem. Moją prawdziwą dziecięcą miłością była przyroda. Wymyśliłem sobie nawet ksywkę - "Przyrodnik Marcin Jóźwiak, Który Lubi Marchewki". Trochę długa i tak dobra jak na podstawówkę. Pasję tą pielęgnowałem naprawdę długo, lecz razem z przyjściem do gimnazjum i poznaniem mojej nauczycielki od biologii, ona prawie kompletnie zniknęła. No dobra przesadzam. Prawda jest taka, że nadal jestem fanem wszystkiego co żywe a moich przyrodniczych książek nie wyrzuciłem. Po prostu przyroda choć nadal mnie interesuje, nie została moją pasją. Wciąż jest dla mnie ważna lecz już nie tak bardzo (w końcu nadal planuję w przyszłości hodować różne fajne zwierzęta).

Tak więc skończyliśmy na podstawówce. Pierwsze trzy klasy to były czasy kiedy każdy w mojej klasie znał, i (co najważniejsze) lubił "Star Wars". Przerwy spędzaliśmy bawiąc się w rycerzy Jedi i szturmowców. Strzelaliśmy do siebie z niewidzialnych blasterów, odbijaliśmy niewidzialne strzały niewidzialnymi mieczami świetlnymi, mieliśmy niewidzialne rany i na niby umieraliśmy (ale to rzadko bo zawsze ktoś miał jakąś wymówkę np. moja była taka - ja jestem Ewokiem a ich jest dużo więc nie możesz mnie zabić). Tworzyliśmy fancluby "Star Wars", graliśmy w "Lego Star Wars", mieliśmy "Star Wars-owe" wizytówki. Haha, to były czasy...
Na początku moimi ulubionymi postaciami byli Jar-Jar (Tak! ), Chewbacca i... wszystkie Ewoki.
Od taty dostałem swoje pierwsze figurki - 5 postaci (Luke, Vader, Boba Fett, Szturmowiec i Człowiek Pustyni), podróbki z czasów PRL-u (w dzisiejszych czasach prawdziwy rarytas). "Zemsta Sithów" wyszła na CD, tata dostał ją od kogoś na Święta. Oczywiście tą część również obejrzeliśmy wspólnie. Kilka świąt później dostałem kolejną figurkę - Clone Commander Cody - wersja Clone Wars.

Wszystkie moje figurki trzymałem wtedy w stylowym pudełeczku (oczywiście ze "Star Wars". Z jednej wycieczki do Bułgarii przywiozłem sobie piękny pojazd Wookie'ch
Kupowałem też mnóstwo zestawów Lego z "Gwiezdnych Wojen". Z każdego wyjazdu miałem co najmniej jeden. Tata natomiast kupował mi je przez Internet. Największy zestaw kosztował 700 zł i była to baza z Endoru.

Oczywiście razem z tatą czytałem też "Star Wars komiks"


W pewnym moja miłość do "Gwiezdnych Wojen" zniknęła. Lego i figurki zostały schowane gdzieś w kartonach, w gry przestałem grać, filmów nie oglądałem a komiksy skończyłem kupować.. Tak samo było z moimi znajomymi. Wszyscy zapomnieliśmy o "Star Wars".
To wszystko zmieniło się dopiero w gimnazjum. Wtedy rzeczywiście oddaliłem się od bycia "przyrodnikiem", ale wróciłem do bycia Jedi. Jak to się stało, że znowu sobie przypomniałem o pasji z dzieciństwa?
Znowu dostałem figurkę. To natchnęło mnie do wyjęcia mojej starej kolekcji. Zacząłem też szukać nowych figurek na allegro. Potem założyłem tam konto i zacząłem zamawiać kolejne i kolejne figurki. Znowu przypomniałem sobie o filmach Z powrotem też zacząłem kupować i czytać komiksy. Od tego momentu zacząłem poszerzać swoją kolekcję o wszystko co możliwe: figurki, kubki, książki i dużo więcej. W wolnym czasie przeszukiwałem Internet w poszukiwaniu Star Wars-owych faktów. Poszerzałem tak swoją wiedzę, aż do teraz kiedy wyszła kolejna część a ja mogę znowu poczuć się jak dziecko, które dopiero poznaje sagę.

I tak jest do dzisiaj. Mój pokój to istna świątynia "Star Wars". Już nie mam ulubionych bohaterów. Uwielbiam wszystkich <3
"Gwiezdne Wojny" były też jednym z tych filmów, które zapoczątkowały moją pasję fantastyką. Więc jestem bardzo wdzięczny mojemu jedynemu mistrzowi za wskazanie mi właściwej strony mocy. A tak właściwie to muszę wam powiedzieć, że już dawno padawan przerósł swego mistrza.
No to z grubsza wam o tym opowiedziałem. Gdybym miał podawać szczegóły zajęło by to chyba z tydzień.
Jako taki gratis macie tu zdjęcie FRAGMENTU mojej kolekcji.

A teraz już się z wami żegnam.
Niech moc będzie z Wami.
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: FRAGMENTU?! *groza* xDD Haha, bardzo przyjemnie czytało się wpis :D Mój kolega z klasy dałby się pociąć za tyle rzeczy ze Star Warsa ;u; Też jest ich fanatykiem :) Pamiętam, że moją pierwszą pasją były psy. Od dzieciństwa w moim domu są one obecne i byłam nimi tak zafascynowana, że znam się w większości na wychowaniu takiego małego Zozola xD Chciałam nawet zakładać blogi o psach... Teraz nie wciąga mnie to, ale pies w domu musi być! :D Szukałam też różnych ras, przez co teraz jak jakiś pies przechodzi to mówię podjarana rasę psa, a moja przyjaciółka myśli że mówię w obcym języku. A propos, mój pies wygląda jak Chewbacca :D Co za wymówka xDD Fajnie jest wrócić do swoich pasji :) Moją kolejną pasją z dzieciństwa było rysowanie, ale zainteresowanie u mnie nie spadło, a jeszcze bardziej się zwiększyło :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatnio moja myszka trochę słabiej działała. Zaczęła bardzo szybko zużywać baterię i co jakiś czas nie działał jeden klawisz. Dlatego też postanowiłem kupić sobie nową. Wczoraj nadarzyła się taka okazja. W "Biedronce" udało mi się kupić bardzo fajny zestaw myszka + klawiatura, na promocji, za 30 zł.
I myszka i klawiatura są podświetlane co daje bardzo fajny efekt. Klawiatura świeci na niebiesko, fioletowo bądź czerwono (kolor można regulować guzikiem) natomiast myszka co jakiś czas automatycznie zmienia kolor.

Z serialami również nie próżnuję
Przedwczoraj zacząłem oglądać "Zero no Tsukaima" - całkiem przyjemne ecchi. Wybrałem to anime z myślą o tym, żeby obejrzeć coś krótkiego i śmiesznego, a to się okazało, że tego są aż 4 sezony. No cóż, wiem już co będę oglądał w najbliższym czasie.

Jak już jesteśmy przy temacie ecchi to nadrabiam mangowe zaległości. Teraz czytam: "Monster Musume". Jak na razie bardzo, bardzo fajna manga.

Oczywiście jak już skończę obie serie to podzielę się z wami opinią
A tak przy okazji to nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy recenzowali/oceniali coś przed zakończeniem całość. Ja osobiście wolę coś polecać lub też krytykować dopiero po obejrzeniu/przeczytaniu wszystkiego. Przecież dana seria może mnie w każdym momencie zniechęcić bądź też zachęcić do siebie.

Ostatnio obejrzałem też bardzo dobry film "Cyberszantaż" z 2015 roku.

Szczerze mówiąc to wpadłem na niego przez przypadek. Na film zwróciłem uwagę przez główną aktorkę - Maisie Williams (Arya Stark - "Gra o Tron". Nie chcę spoilerować więc napiszę króciutko o czym opowiadał. Główna bohaterka chce ośmieszyć chłopaka, który wstawił kompromitujący post na swojego tweeter'a. Aby tego dokonać ma zamiar zhakować jego konto. Całość jednak nie toczy się dokładnie tak jak bohaterka by tego chciała. Cała akcja filmu odgrywa się wyłącznie w pokoju Casey (Maisie Williams). Plusem jest też niewielka ilość, bardzo dopracowanych i realistycznych bohaterów.
Thriller porusza między innymi problemów bezpieczeństwa i anonimowości w sieci. Moim zdaniem jest to jeden z tych filmów, które powinien obejrzeć każdy, oraz które powinno się pokazywać w szkołach.
Przyznam wam się, że "Cyberszantaż" tak mnie wciągnął, że oglądałem go siedząc w piżamie na podłodze. Naprawdę nie mogłem się doczekać co będzie dalej, był bardzo trzymający w napięciu. Dawał też możliwość obserwatorowi próby rozwiązania pewnej zagadki... ale więcej już nie mówię bo zacznę spoilerować.


Jeszcze na koniec ogłoszenia.
Niedługo postaram się, żeby na blogu pojawiły się posty o zupełnie (no dobra, trochę) innym temacie. Będą one dotyczyły trochę bardziej mojej osoby, ale bez obaw - nadal będziemy poruszali tematy filmów, seriali i w ogóle fantastyki.

A teraz już się z wami żegnam w tym Cyberświecie.
Pozdrawiam
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: Chyba pokochałam tego bloga :) Fajnie będzie poznać cię bliżej, pisz na co masz ochotę :D Ecchi to chyba jeden z najbardziej autentycznych gatunków w anime, chociaż zdarzyło mi się obejrzeć tylko jedną/dwie serie xD Kiedyś chciałam się zabrać za "Campione" bo jest mieszanką z fantasy z walką na miecze i podobno dużo akcji :) Ten film "Cyberszantaż" mnie zaciekawił. No, w domu obejrzałabym go dopiero po nadrobieniu wszystkich serii, ale w szkole z miłą chęcią. Wreszcie coś nowego do szkół do oglądania!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ten rok przyniósł nam bardzo dużo filmów o superbohaterach. Tak więc zaczęliśmy od "Deadpool'a" (tutaj mamy bardziej do czynienia z antybohaterem), potem pojawił się "Batman vs Superman" (szczerze mówiąc nieźle się na nim zawiodłem), następnie "Captain America: Civil War" i w końcu "X-Men Apocalypse". Czekamy teraz na "Gambita" (6.10) i "Doctor'a Strange" (27.10)
Z tego co widać nie wszystkim bohaterom w tym roku wychodzi praca zespołowa. Zupełnie inaczej będzie ze złoczyńcami. Tak więc 8.08.2016r. na ekrany kin wchodzi kolejny film na podstawie komiksów DC - "Suicide Squad".

Tak więc znani z serii o superbohaterach złoczyńcy łączą swoje siły aby... zrobić cos dobrego. Chociaż właściwie to nie mają innego wyboru, są do tego jako tako wykorzystani przez rząd.
Sama grupa będzie się składała m.in. z Joker'a, Killer Croc'a, Harley Quinn (<3), Deathshot'a i kilku innych złoczyńców. Grupa będzie miała trochę innych członków niż w komiksie (nie wszystkich), choć z tego co wiem to również członkowie ciągle się zmieniali.
A tak z innej beczki to komiks "Suicide Squad" właśnie został wydany w Polsce. Warto zapoznać się z nim przed obejrzeniem filmu. Ja miałem to szczęście, że mogłem przeczytać pierwszy zeszyt w oryginale.

Jeszcze parę słów o samym filmie. Nie mam zielonego pojęcia z kim złoczyńcy będą musieli walczyć, ale z tego co widać na trailerze to do łatwych przeciwników nie będzie należał. Sam trailer jest super i mam tylko nadzieję, że nie jest to zlepka jedynych fajnych scen filmu.
W szczególności nie mogę się doczekać Harley na dużym ekranie. Od zawsze byłą to jedna z moich ulubionych postaci komiksów DC.

Zapowiada się naprawdę dobry film pełen akcji, humoru i... jeszcze raz akcji.
Tutaj macie jeden z trailerów:
A tutaj filmik reklamujący "Grę o Tron" w stylu "Suicide Squad" (Spoilery!!!)
Ja na 100% pójdę na "Suicide Squad" do kina, a potem z pewnością napisze wam czy było warto
A teraz już się z wami żegnam i życzę wam super-dnia
Darth Morcin
  • awatar Mała czarna ✯: Ja po przeczytaniu komiksów z wielką niecierpliwością wyczekuję tego filmu. :> I widzę, że nie tylko ja uwielbiam Harley :D
  • awatar Herbaciana Panna: Nie oglądam tego typu filmów, ale recenzja/informacja znowu przednia <3 Nieprzewidywalność czuję przez to, że źli czynią dobro :D :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
...już tydzień temu.
Czyli małe podsumowanie minionego sezonu "Gry o Tron" (uwaga Spoilery).

Skończył się 6 sezon "Gry o Tron" i pozostawiła nam ogromny niedosyt. Inna już kwestia to fakt, że nagle nie ma czego oglądać w telewizji (no chyba, że znowu poprzednie odcinki).
Ale nie odchodźmy zbytnio od tematu. Ostatni sezon mogę spokojnie zaliczyć do tych udanych. Działo rzeczywiście się bardzo dużo. Oczywiście straciliśmy wielu kochanych przez nas bohaterów, chociaż wyjątkowo tym nienawidzonym też się dostało. Niespodzianką były liczne powroty bohaterów często uważanych przez nas za martwych. Tak też wrócił Ogar (ku mojej ogromnej radości), Benjen Stark (chociaż nie do końca tak żywy jak wcześniej) i oczywiście Jon Snow (i tak wszyscy wiedzieli, że przeżyje). Pytanie czy ma to coś wspólnego z mottem Greyjoyów „to, co jest martwe, nie może umrzeć, lecz odradza się twardsze i silniejsze” i nasi przywróceni bohaterowie dotrwają do finałowych odcinków? Zobaczymy...
Dość ważny dla tego sezonu był wątek religijny. Bogowie zdominowali ten sezon: Siedmiu zawładnęło stolicą, Pan Światła wskrzesił Jon'a i wkurzył Davosa, Arya miała problemy z Bogiem o Wielu Twarzach, Bran trzymał się Starych Bogów a Utopiony "uznał" nowego króla Żelaznych Wysp.
Wielkie rody też nieźle szalały. Można powiedzieć, że "lew Lannisterów" tak jak przez większość sezonu siedział skulony z boku, w finałowym odcinku w końcu zaryczał. Chociaż w sumie niekoniecznie bo Tommen postanowił nauczyć się latać... jak Bran. Zaryczała lwica.

Greyjoyowie podzielili się na dwie grupy - Ci, którzy mają statki i są z Daenerys i ci co budują statki (na bezdrzewnych wyspach) i chcą być z Daenerys.
Tully mieli małe problemy rodzinne co skończyło się tragicznie dla Blackfisha.
Boltonowie wkurzali nas od pierwszego odcinka i w końcu zostali pokonani. Tutaj nagroda najbardziej poprawiającej humor śmierci ląduje w rękach Ramsay'a.
Tyrellowie powyżej połowę członków i teraz wypowiadają wojnę Lannisterom. Właściwie to dołączają do drużyny Daenerys, tak samo jak Martellowie i Khalowie. W sumie Martellowie również w tym sezonie nieźle zaszaleli, praktycznie zabijając swój ród.
Ród Arrynów z Littlefingerem na czele (któremu nie wolno ufać) w końcu poparł Starków.

Mormontowie dali nam nową wspaniałą postać, która od razu stała się moją ulubioną - Lady Lyanna'ę Mormont.

I w końcu Starkowie - w końcu urośli w siłę. Sansa w końcu pokazała, że wie czego chce. Arya stała się nikim choć została Starkiem. Bran najpierw wszystko spieprzył a potem nauczył się "latać". Jon Snow okazał się nie być ani Starkiem ani bękartem (choć wciąż o tym nie wie). A Rickon y... No tak, jednak nie wszyscy urośli w siłę. Rickon po prostu miał pewne problemy z zygzakiem (ale moim zdaniem i tak by zginął).
W ten sposób doszliśmy do tematu śmierci w tym sezonie.
Chyba każdy się ze mną zgodzi, że jeśli chodzi o efekt to śmierć Margaery, Szarego Wróbla, "wszystkich jego wróbelków", większości rodu Tyrellów i wielu zwykłych mieszkańców stolicy jest na pierwszym miejscu.
Najbardziej tragiczną śmiercią w tym sezonie były dla mnie: zabicie Oshy przez Ramsay'a, śmierć Willisa aka Hodora, który żył właściwie po to by trzymać drzwi i zastrzelenie Wun Wun'a (za co jeszcze bardziej znienawidziłem Ramsay'a).
Właściwie to straciliśmy ostatnich gigantów w serialu. Pytanie tylko czy ostatnich w świecie "Gry o Tron". Świat za Murem jest w końcu ogromny i szczerze wątpię, że nie ma tam już gigantów czy dzieci lasu. W końcu w pierwszym sezonie wszyscy uważali, że smoki też już dawno nie żyją. Liczę na to, że jeszcze te gatunki zobaczymy i to w jakichś epickich scenach (może finałowa walka z Innymi?).
Jeszcze co do Hodora, niedawno uświadomiłem sobie, że jeżeli on był (niepotwierdzone) w połowie gigantem to oznacza, że musiał mieć w rodzinie kogoś kto wyszedł za giganta i... miał z nim dziecko. Mission impossible? A jednak...

Który odcinek był moim zdaniem najlepszy? Hmmm... W tym sezonie było bardzo dużo dobrych odcinków ale najlepsze to chyba 9 i 10 oraz ten, w którym powrócił Ogar.
W końcu przyszła zima, a motto Starków stało się nieaktualne. Teraz będą mówili "Winter is here"

Tak jak pisałem ten sezon zostawił nam ogromny niedosyt i mnóstwo pytań. Gdzie jest Jorah Mormont? Kiedy walka Ogar vs Góra? Czy ktokolwiek popiera Cersei? Czy Jaimie w końcu nie wytrzyma? Gdzie pojechał Benjen? Jak Bran ma zamiar dojść do muru? Czy Greyjoyowie w końcu zbudują statki? Czy wszystkie możliwe eunuchy są z Daenerys? Czy kolejnym przydomkiem Daenerys będzie królowa eunuchów? Gdzie Varys nauczył się tak szybko podróżować? Czy martwy Hodor dołączy do armii Innych? Czy zobaczymy jeszcze gigantów i dzieci lasu? Czy domysły fanów się kiedyś kończą?
I oczywiście...
Gdzie do cholery jest Gendry?!!!
W sumie też mam kilka domysłów i z czasem się nimi z wami podzielę
A teraz spadam (Jak Bran i Tommen)
Darh Morcin
 

 
Brzmi trochę jak tytuł bajki dla dzieci...
Szczerze mówiąc miałem dzisiaj pisać o czymś zupełnie innym, ale pewno wczorajsze zdarzenie natchnęło mnie do zmiany tematu.
Otóż moja babcia wczoraj wróciła z około tygodniowej wycieczki nad morze (dokładnie Kołobrzeg). Oczywiście jak to babcie mają w zwyczaju przywiozła ze sobą jakieś prezenty. A, że dobrze wie jak bardzo kocham "Gwiezdne Wojny" przywiozła mi to...

Tak, to są figurki "Star Wars", a raczej "bootlegi" (czyli po prostu podróbki). Są to 4 postaci z "Gwiezdnych Wojen": R2-D2, Vader, C-3PO i Szturmowiec. Mało tego R2 w ogóle nie działa, C-3PO ma nienaturalnie wielkie łydki, Vader'owi dodali jakieś pół jajka, które robi za pelerynę (ale miecza dołączyć to już nie raczą). Szturmowiec jednak wychodzi na tle pozostałych najlepiej. Samo opakowanie też jest świetne - wielkie napisy "Sprzedawane oddzielnie", "Zbierz je wszystkie", "Część VII". Czyli po prostu mali Chińczycy wstawili tam wszystkie możliwe teksty. Wszystkie Wszystkie figurki (no może oprócz R2-D2, bo jakiś taki sztywny jest) składają się w JAJKA.
Jak?
Chowają głowę do środka (chociaż to są podróbki i dlatego nie do końca to wychodzi) i zginają nogi tak że stykają się z plecami.


Po co?
Nie mam zielonego pojęcia
Przypominają mi one szczerze mówiąc bakugany, które kiedyś były bardzo modne.
Zainteresowały mnie te figurki aż tak, że musiałem sprawdzić czy jest to "oryginalny" pomysł (o po prostu nie najlepszym wykonaniu) i okazało się, że jest to podróbka serii Egg Force firmy Bandai, które to figurki działają na dokładnie tej samej zasadzie, tylko są ładniejsze i z pewnością sprawniejsze.

Tak naprawdę to bootlegi w porównaniu z oryginałami naprawdę nie wyszły tak źle (no tylko ten R2!!).
Chociaż nadal się zastanawiam po co komu postaci z "Gwiezdnych Wojen" zamieniające się w jajka.

Wyobraźcie sobie taką scenę - ostateczny pojedynek Vader vs Luke. Luke ma już zrobić ostateczny cios kiedy coś się dzieje, mgła, iskry, mnóstwo światła i... przed Luke'iem staje Vader jako złowrogie JAJKO. Coś w tym jest
Ostatnio jest strasznie dużo wszędzie Star Wars'owej chińszczyzny. Szczególnie na allegro. Kiedyś bez problemu mogłem znaleźć figurki Hasbro lub lepszych marek a teraz muszę przekopywać się przez miliony podróbek (niektórych naprawdę okropnych). Co się z tymi figurkami dzieje. Pomyślałby ktoś, że z czasem będziemy dostawać coraz ładniejsze produkty, a to wszystko schodzi na psy. Nawet to co wydaje teraz Hasbro to już nie to samo.
W ogóle to muszę wam powiedzieć, że ostatnio moja babcia oglądała "Gwiezdne Wojny" po raz pierwszy i ciągle mi się chwaliła ile to już odcinków widziała, zapisywała sobie imiona na kartce. Teraz czeka aż kupię VII część na DVD. To chyba kolejny powód, dla którego zdecydowała się kupić te figurki.
Teraz muszę tylko pomyśleć gdzie je postawić....
Lecę myśleć
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: Haha :D Przednia recenzja. Obiektywna a jednoczenie z subiektywnym humorem <3 Twoja babcia jest niesamowita. Moja zazwyczaj kupuje mi słodycze i daje na urodziny pieniądze, a Twoja tak się wczuwa w Twoje zainteresowania, że sama zaczyna się wciągać w to samo :D Może chowają się w jajka po to, by była oszczędność miejsca w torbie, kiedy się je przenosi? :D Producenci teraz również chcą oszczędzić i trochę pogarszają jakość swoich produktów. Zazwyczaj przez pierwsze lata bardzo się starają, ale potem już nie przejmują się tak bardzo i mniej im zależy. Powinno być na odwrót, teraz tak mało firm tak postępuje. :( No i te nieszczęsne podróbki, święta prawda! Też nieraz przekopuję (głównie z ciekawości) allegro i nieraz muszę spędzić kilka dni na poszukiwaniu czegoś oryginalnego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Skończyłem wczoraj oglądać drugi sezon anime "Owari no Seraph" ("Serafin dni ostatnich" ). Całkiem przyjemny serial, bardzo podobny do innego, mojego ulubionego anime - "Shingeki no Kyojin" ("Atak Tytanów" ). Właściwie mamy tu do czynienia z prawie identycznych schematem. Ziemię opanowują istoty znacznie silniejsze od ludzi. Ci, którym udało się ocalić tworzą broń, dzięki, której będzie można pokonać wroga. Głównym bohaterem obu seriali jest chłopak, który z rąk nieprzyjaciela stracił prawie całą swoją rodzinę. Od tego momentu postanawia on się zemścić zabijając wszystkich istot nieprzyjaznych ludziom. Dołącza też do organizacji walczącej z nieprzyjacielem. Bohater zdobywa "nową rodzinę" i od tego momentu ochrona jej staje się dla niego priorytetem. Szybko okazuje się też, że bohater ma pewną supermoc, która może przechylić szalę zwycięstwa na stroną ludzi.
Oprócz tego oba seriale mają jeszcze sporo mniejszych podobieństw. Podobne wydają mi się nawet pierwsze openingi (chodzi mi o filmik, nie o muzykę).

Na szczęście z kolejnymi odcinkami seriale coraz bardziej się od siebie różnią.
Wróćmy jednak do samego anime. Ja osobiście mam tak, że serial będzie mi się podobał dopiero wtedy kiedy polubię jakiegoś bohatera. I tutaj tak byłą. Owari no Seraph przedstawia nam całą gamę ciekawych, oryginalnych postaci. Moimi ulubionymi postaciami są chyba: Shinoa, Kimizuki i Yoichi.

Fajne jest też to, że oprócz ludzi, w anime mamy do czynienia z: wampirami, demonami, aniołami i jeźdźcami apokalipsy. Fajne jest też to, że jeśli chodzi o niektóre postaci to do ostatniego odcinka nie do końca wiemy czy są one dobre, czy wręcz przeciwnie.
Niestety fabuła serialu dość mocno "się wlecze". Zdarza się, że dostajemy odcinki praktycznie nic nie wnoszące do całego wątku. Akcja zaczyna przyśpieszać dopiero przy ostatnich odcinkach sezonu.
Plusem jest to, że chodziarz twórcy w niektórych momentach bardzo zwolnili akcję to po każdym odcinku czujemy pewien niedosyt co zachęca nas do obejrzenia kolejnych odcinków.
Anime jest też moim zdaniem świetne pod względem graficznym. Kreska jest naprawdę ładna. Kolorystyka też bardzo dobrze dobrana. Twórcy też bardzo realistycznie ukazali nam postapokaliptyczny świat.
W anime nie brakuje też wątków humorystycznych czy miłosnych.

Kolejną kwestią jest muzyka. Muszę przyznać, że mi osobiście wpadała w ucho. Ale to chyba zależy od gustu.
Nie będę podawał oceny ogólnej bo szczerze mówiąc nie wychodzi mi to. Wstawianie punktów w dziesięciostopniowej skali zawsze sprawiało mi trudność. Od kiedy pamiętam wolałem czytać (i pisać) recenzje opisowa.
Tak więc polecam serdecznie to anime. Chociaż czasem fabuła podąża do przodu bardzo wolno i zdarzają się gorsze odcinki to anime jest jak najbardziej godne uwagi chociażby ze względu na grafikę, muzykę czy postaci.
Mi natomiast nie zostaje nic innego jak czekać na trzeci sezon.
A wy oglądaliście "Owari no Seraph"? A może chcecie polecić jakiś inny fajny serial?
Jeśli tak to podzielcie się tym w komentarzu
Miłej niedzieli wszystkim
Darth Morcin
  • awatar Herbaciana Panna: Niee! ;-; A tak długo pisałam komentarz i się usunął ;-; Zazdroszczę umiejętności pisania recenzji, ja zawsze miałam z tym problem :S Zaciekawiłeś mnie tą serią, szczególnie tym że nie wiadomo czy postacie są dobre, czy złe. Uwielbiam te rozkminy na temat dobrej/złej natury charakteru bohatera i tę niepewność gdy jest bardzo skomplikowaną postacią <3 To jest to, co najbardziej mnie przekonuje do oglądania filmów i seriali, ta niepewność, nieprzewidywalność i ciekawość ^^ Dodam tę pozycję 'do nadrobienia, teraz oglądam Hannibala i Supernatural :D
  • awatar 星FairyBlue: Utknęłam na 6 chyba odcinku i nie zanosi się, że skończę kiedyś to anime. Nie lubię wampirów xD I przejadł mi się już strasznie cosplay z tej serii, wszędzie tego pełno... Shingeki no Kyojin obejrzałam, bo oglądali to wszyscy i byłam ciekawa dlaczego. Jak dla mnie zbyt krwawe... jakoś mnie nie porwało, ale skończyłam pierwszy sezon i czekam na drugi bo zaintrygował mnie kawałek ostatniego odcinka, ten po napisach końcowych^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jestem fanem szeroko rozumianej fantastyki. Ponad wszystko jednak uwielbiam "Star Wars".
Jeżdżę na większość okolicznych konwentów takich jak Pyrkon czy Japanicon.
W tym roku zacząłem swoją przygodę z cosplayem. Był to No Face ze "Spirited Away". W wakacje mam zamiar go jeszcze trochę dopracować i zabrać się za następny strój.
Lubię też pisać opowiadania. Aktualnie pracuję nad dość sporym tekstem, na którego pomysł wpadłem będąc jeszcze w podstawówce.
Jestem typem kolekcjonera. Zbieram praktycznie wszystko między innymi: breloczki, figurki i monety.
Od dziecka uwielbiam zwierzęta. Jak już pisałem, mam w domu jeża pigmejskiego ale planuję też rozpocząć hodowlę owadów.
To chyba wszystko co mogę, na dzień dzisiejszy o sobie napisać. Reszty na pewno dowiecie się jeszcze z następnych postów
 

 
Może najpierw parę słów o mnie. Mam na imię Marcin. Mieszkam w Środzie Wielkopolskiej. W domu hoduję jeża pigmejskiego - Homera, o którym na pewno jeszcze nieraz napiszę.To już mój drugi blog. Pierwszy jest już, powiedzmy... nieaktualny. Jeżeli chcecie zobaczyć o czym myślał dzieciak z podstawówki i przy okazji się trochę pośmiać to zapraszam.
http://mario55.pinger.pl/
O czym będę tu pisał?
Otóż o wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych i tych zupełnie nie. Będą recenzje, historie i co najważniejsze moje przemyślenia.
Jak często będę pisał?
A to zależy.
Teraz mamy wakacje więc postaram się jak najczęściej. Co będzie w roku szkolnym to zobaczymy.

Chyba tyle na początek starczy. Postaram się, żeby to "miejsce" było choć trochę ciekawe.
Co z tego będzie to się jeszcze okaże.
Pozdrawiam wszystkich
Darth Morcin